Forex


Dziwne dni

"Wyjaśnić to ja też potrafię!" – taką puentą kończy się sławetny dowcip o analitykach. Kwaśny to humor, a czy oddaje faktyczny obraz rzeczy? Cóż, ostrożnie powiedzmy, że nieco go przejaskrawia... Ale nie bez powodu nawiązujemy do tej anegdotki. Oto bowiem eurodolar zachowywał się w tym tygodniu w sposób, który można post factum wyjaśnić, ale który trudno było przewidzieć, a w dodatku nawet jeżeli kierunek zmian jest ostatecznie zrozumiały, to już skala ruchów może budzić konsternację.

Otóż niewątpliwie trudno było przewidzieć to, że w środę negatywnie – tak bardzo negatywnie – zaskoczy odczyt o sprzedaży detalicznej w Stanach za styczeń. A jednak: zanotowano bez samochodów dynamikę zerową (oczekiwano +0,4 proc. m/m), bez aut i paliw wręcz -0,2 proc. m/m, zaś ogólnie -0,3 proc. Tymczasem miało być +0,2 proc. Słabo, a do tego obniżono (znacznie) wyniki z grudnia.

Owszem, w okolicach tej publikacji eurodolar lokował się bardzo nisko, przy 1,2280. Wynikało to jednak z oczekiwania na wysoki odczyt inflacji CPI – i z faktu, że istotnie taki on był. Górę wziął jednak lęk o ogólny stan gospodarki, wynikający z danych o sprzedaży. Ruch był zatem zrozumiały, ale jego skala raczej niezwykła. Notowania poszły do 1,2460. Co więcej, w czwartek przyszło kolejne rozczarowanie – produkcja przemysłowa. Miało być +0,2 proc. m/m, było -0,1 proc. Zawiódł też indeks NY Empire State (choć Philadelphia Fed wypadł dobrze). Ostatecznie wykres dotarł do 1,2555 – w ten sposób przecinając nawet maksima ze stycznia i z początku lutego.

Piątek przynosi jednak poprawę pozycji dolara. Po pierwsze, to po prostu korekta. Po drugie, może w jakiś sposób działa temat 10-letniej linii spadkowej (albo wzrostowej, jeśli patrzeć na USD/EUR). Po trzecie, ceny importu i eksportu za styczeń zaprezentowały wysoką dynamikę, indeks Uniwersytetu Michigan wyniósł 99,9 pkt (zakładano raptem 95,5 pkt), dobre były też wiadomości o liczbie nowych budów domów i pozwoleń na budowy. Do tego p. Coeure z EBC zapewnił, że EBC nie podniesie stóp procentowych przed zakończeniem operacji QE, a decydenci monetarni są jednomyślni w kwestii polityki. Tym sposobem wieczorem wykres lokuje się przy 1,24. Wspomniana generalna linia 10-letnia nadal ma szansę się potwierdzić, ale coraz bardziej prawdopodobny staje się scenariusz, w którym wykres rozmywa się w konsolidacji na poziomach widocznych od paru tygodni. Nie ma potężnego powodu, by wzmacniać dolara, ale i euro może napotkać ograniczenia. Oba banki prowadzą w pewnym sensie jastrzębią politykę, bo albo wykonują ruchy zacieśniające (w USA podwyżki stóp i redukcja bilansu), albo przynajmniej o tym mówią czy zapowiadają. Równocześnie oba od czasu do czasu ustami swych przedstawicieli łagodzą nastawienie. To może wykreować pewnego rodzaju równowagę.

Na złotym

EUR/PLN zaliczył w tym tygodniu 4,1470, a startował z okolic 4,1830. Wykres poszedł w dół, złoty się znacznie wzmocnił, pokonano też lokalne wsparcie przy 4,1640-60 – ale teraz proces aprecjacji przyhamował.

Na USD/PLN szczęśliwcy kupowali dolara za mniej niż 3,31 zł – jeszcze dziś były takie okazje. Wieczorem trzeba dać 3,3480. Główny wpływ na sytuację ma główna para, bo np. dane o wynagrodzeniu i zatrudnieniu w Polsce za styczeń były dobre, wyraźnie lepsze od prognoz. Dobrze – choć minimalnie poniżej oczekiwań – wypadł też odczyt dynamiki PKB za IV kw. 2017.

Tomasz Witczak

FMC Management

\FMCM"

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Więcej… Zgadzam się i akceptuję