Forex

Nagromadzenie negatywnych czynników na rynkach finansowych ostatecznie znalazło ujście, przynosząc w środę paniczną wyprzedaż różnych klas aktywów. Przed końcem tygodnia sytuacja zdążyła się uspokoić, jednak za wcześnie by wieścić koniec burzy.

W trybie paniki

Od jakiegoś czasu nie brakowało powodów do wzrostu awersji do ryzyka: oznaki spowolnienia w Chinach, perspektywa recesji w strefie euro, trendy deflacyjne wynikające ze spadków cen ropy naftowej, czy przypadki eboli w państwach rozwiniętych. Ale dopiero słabe dane z amerykańskiej gospodarki opublikowane w środę (sprzedaż detaliczna, indeks NY Empire State) stały się katalizatorem do przeceny akcji, umocnienia amerykańskich obligacji, a na rynku walutowym ucieczki od dolara. W środę rynek najzwyczajniej przereagował, gdyż dwie figury makro z USA nie oznaczają do razu, że amerykańska gospodarka spowalnia i Fed wstrzyma się z procesem normalizacji polityki pieniężnej. Jednak na rynku pozycjonowanie pod silne ożywienie USA i start podwyżek Fed było tak ekstremalne, że gdy cała ta rzesza inwestorów zechciała ograniczyć ryzyko i zrealizować zyski, po drugiej stronie fizycznie brakowało chętnych do domknięcia transakcji. I to właśnie ta silna nierównowaga między popytem a podażą odpowiada za dramatyczne zmiany w cenach aktywów w połowie tygodnia. Do piątku panika została opanowana a inwestorzy przeszli do spokojnego odliczania godzin do weekendu. Ale ogniska ryzyk nie zostały do końca wygaszone, stąd każdy świeży impuls może ponownie podnosić zmienność. Pierwsze w kolejności są dane o PKB z Chin w przyszły wtorek.

Kryzys zadłużenia przypomina o sobie

Obawy o plany Grecji dotyczące wyjścia z procedury bailoutowej oraz dążenie włoskich polityków do przeprowadzenia referendum w sprawie euro wywołały skok rentowności peryferyjnego długu. W czwartek dodatkowego strachu napędziła nieudana aukcja hiszpańskich obligacji, gdzie sprzedano papiery jedynie za 3,2 mld euro przy planie 3,5 mld euro. Od początku tygodnia rentowności greckich 10-latek skoczyły o ponad 200 pb do prawie 9 proc., ale w piątek oprocentowanie wróciło do 8 proc. w reakcji na artykuł w greckiej gazecie Kathimerini, gdzie wskazano, że Grecja utrzyma program bailoutowy co najmniej do końca roku. W ślad za greckim długiem (ale w zdecydowanie mniejszej skali) ruszyły obligacje pozostałych państw z peryferii. Mimo to ryzyko rozprzestrzenienia się paniki z rynku greckiego na pozostałe kraje peryferyjne Eurolandu na ten moment wydaje się niewielkie. Ale seria gorszych danych makro z Eurolandu może nakręcać spiralę wycofywania kapitału z europejskiego rynku długu. Już teraz widzimy, że korzystnie na sytuacji wychodzi funt (w tamtym okresie brytyjski rynek długu stanowił „bezpieczną przystań” dla europejskiego kapitału).

Rynki wschodzące: pesymizm przeważa

Sygnały, że hamowanie globalnego ożywienia przynosi negatywne implikacje dla wzrostu gospodarczego USA, uderzają w oczekiwania dotyczące startu normalizacji polityki monetarnej przez Fed. W ten sposób rynków wschodzących zniknął strach, że wzrost rynkowych stóp procentowych w USA przyniesie zwrot w globalnych przepływach kapitałowych. Z drugiej jednak strony cały zwrot w ocenie ryzyk rynkowych bierze się z obaw o hamowanie globalnego wzrostu gospodarczego, przed którym rynki rozwijające mogą się nie obronić. Jakkolwiek brak presji inflacyjnej będzie skłaniał banki centralne w segmencie EM do utrzymania łagodnego nastawienia (wywierając presję na spadki rentowności lokalnego długu i tym samym tworząc okazje inwestycyjne), tak w krótkim terminie do głosu może dojść nerwowość i paniczne ograniczanie zaangażowania inwestorów. Na tej podstawie, choć zmiana oczekiwań wobec Fed może wspierać waluty EM, tak obawy o spowolnienie będą spłycać wszelkie próby umocnienia.

Podwyższona zmienność finalnie może pchnąć USD/TRY i USD/ZAR z powrotem do wrześniowych szczytów odpowiednio na 2,3065 i 11,38. Wzrosty na EUR/HUF dodatkowo wspiera sytuacja techniczna w postaci odbicia od długoterminowej linii trendu. W przypadku złotego teoretycznie brak jest pola do odreagowania, gdyż EUR/PLN od początku września pozostawał relatywnie stabilny, a słabość wobec dolara przede wszystkim wynikała ze spadków EUR/USD. Zatem teraz tylko negatywne czynniki pozostają w grze, co przynosi wzrost EUR/PLN ponad 4,23 w ślad za wyprzedażą polskich obligacji. Kolejna fala paniki na globalnych rynkach wypchnie EUR/PLN nawet do 4,30, w przeciwnym wypadku należy oczekiwać powolnego opadania w kierunku 4,20.

TMS

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Więcej… Zgadzam się i akceptuję